ďťż

Bajki z dzieciństwa

Bajki z dzieciństwa
Jaka jest Wasza ulubiona bajka z dzieciństwa? Pytam ot, z ciekawości, a po trosze z powodu wywiadu, który niedawno przeczytałam w gazecie. Pani psycholog, z którą przeprowadzono tenże wywiad twierdzi, że bajki przeczytane w dzieciństwie wywierają ogromny wpływ na naszą psychikę i później, w życiu odtwarzamy taką bajkę... Każdej postaci z rzeczywistości przypisujemy rolę bajkowego bohatera.
Co o tym sądzice? Jaka jest wasza ulubiona bajka?
Moja ukochana to Mała Syrenka Andersena.


A wiesz, że moja też ? Na prawdę/ Zawsze kochałam te bajkę o syrence.
Właściwie, od dawna nie myślałam o baśniach. Twoja ankieta mi przypomniała.


Zdecydowanie 'Syrenka'. W dzieciństwie zawsze uwielbiałam wszystko, co wiąże się z wodą, stąd moje umiłowanie do syren i innych morskich stworzeń.
Oprócz tego strasznie lubiłam Kopciuszka. Kiedy byłam mała i rodzice kazali mi coś sprzątnąć, wyobrażałam sobie, że jestem takim Kopciuszkiem i zaraz przyjedzie po mnie książe, a potem będziemy żyć długo i szczęśliwie...
Tylko coś się cholera spóźnia ten książe. Pewnie korki są. Albo to ja za mało sprzątam? xD
Cóż, to ja chyba jestem inna... Nie lubiłam żadnej z wyżej wymienionych. Za to podobał mi się "Świniopas" Andersena i cały zestaw bajek braci Grimm. Bajki Grimmów lubiłam, bo były brutalne i nie miały takich przesłodzonych, ckliwych scen


Ja też uwielbiałam "Syrenkę". Byłam wprost zakręcona na jej punkcie
Ho ho, Syrenka cieszy się powodzeniem. No naprawdę, więc to nie jest tylko takie moje dziwactwo.
ja uwielbiam mała syrenkę.
Ja nie lubiłam Syrenki. Taka nie życiowa była ta Ariel... Ale przejrzałam "Roszpunkę" w wersji grimmowskiej i doszłam do wniosku, że jest w porządku. Dlatego zagłosowałam na nią
Syrenka rządzi Jak byłam mała wolałam film Disney'a (ach, to ckliwe zakończenie i wspaniały książę Eryk...). Teraz jakoś wolę zakończenie z morską pianą. Może do niego dojrzałam.
W sumie jakoś za bardzo nie przepadałam za baśniami, ale ostatecznie w ankiecie wybrałam Aladyna. Wołałam Smurfy i Muminki... xD
A ja Królewnę Śnieżkę znałam na pamięć i nigdy nie miałąm dość. Kiedy już wszystko pamiętałam, to albo sama opowiadałam ją mamie, kiedy szłam spać, albo bez przerwy podpowiadałam mamie, kiedy mi czytała. Kochałam tą bajkę w dzieciństwie i chyba tak mi już zostało. W takim razie co przeniosę z bajki do własnego życia? czekam na opinię psychologa.
Ja najbardziej lubiłam Kubusia Puchatka i uwielbiam go do tej pory. Jest po prostu genialny
Bajki Disney'a nie są dla dzieci, niosą zbyt zagmatwane przesłanie i dopiero teraz oglądając je (ostatnio zrobiłam sobie mały seans, pierwszy od paru ładnych lat ) je rozumiem, w pełni wiem o co chodzi.
Zagłosowałam na Roszpunkę, bo jedyne to przychodzi mi do głowy.
Uwielbiałam i uwielbiam baśnie, zwłaszcza polskie.
A mama zawsze próbowała mi czytać Pinokia (tragedia, usypiałam od razu) i Małego Księcia (zrezygnowała bo byłam za mała i ni w ząb nic nie rozumiałam).
Muminków nie lubiłam, bo sie ich bałam
No to będę inna. Jak zwykle .
Bo ja wolę Kopciuszka... może trochę za ckliwe, ale za to wzruszajace. A co do Andersena - to jeden z nielicznych bajkopisarzy, którzy nie utożsamiali wilków ze złem wcielonym - i za to go lubię. A u Grimmów ten "zły wilk" zawsze wysuwał się na pierwszy plan. Metafora metaforą, ale mnie to denerwuje.
eej, tu nie ma mojej ulubionej!
Dzieci z Bullerbyn, chyba znacie, nie? Ja to kocham! Teraz żałuję, że nie jestem ostrożniejsza z książkami, bo tą tak rozwaliłam, że już kilkunastu kartek nie ma. Szkoda, bo ta książka jest genialna ^^
Czytałam Dzieci z Bullerbyn. Ale nie była to książka z mojego dzieciństwa tylko sprzed czterech lat. Z dzieciństwa pamiętam przede wszystkim "Doktor Quinn", którą oglądałam z mamą oraz "Modę na sukces" którą moja babcia ogląda wciąż od jakichś 10 lat. Wiecie, że przegapiła tylko 3 odcinki?
"Brzydkie Kaczątko". Zawsze wierzyłam i nadal wierzę, że z każdego brzdkiego kaczątka kiedyś powstanie przepiękny łabędź.
No i strasznie dużo obrazków do tego malowałam. najeziorze, zamarzniętego w lodzie itd. i wieszałam to wszystko w pokoju rodziców
„Roszpunka”

Zawsze marzyłam o byciu zamkniętą w wieży księżniczką, którą uratuje Książę z Bajki. Właśnie o tym były moje pierwsze opowiastki, małe, niewinne i pełne dziecięcych marzeń. I to jest to, czego potrzebuje każdy z nas.

Nevada

Polecam lekturę słownika interpunkcyjnego. Poprawiłam, ale na przyszłość stosuj się do ogólnoprzyjętych zasad pisowni, w tym wypadku przecinków - riel, moderatorka rozkojarzona.
Odkąd pamiętam, zawsze kochałam "Śpiącą królewnę". Moja mama często powtarzała, że zachowuję się jak ona . Potrafiłam godzinami oglądać obrazki w tej bajce, a rysunki z dzieciństwa zawsze wzorowałam na tej jednej postaci. Na drugi rzut poszedł "Kopciuszek" - ukochany, wzruszający. O tyle dziwny, że jeszcze ze zbioru braci Grimm.
Wyłamałam się i zagłosowałam na "Królową śniegu". Odkąd pamiętam, co rok męczyłam mamę, żeby mi poczytała pod choinką. Oczywiście od kilku lat już tego nie robię. ^^
Choć przyznam, że wolałam "Dwanaście łabędzi", czy coś w tym rodzaju. Te koszulki z pokrzyw... Zawsze mi było żal najmłodszego, któremu miłosierna siostrzyczka nie uszyła do końca. Zna ktoś? A już zupełnie biłam pokłony przed jedną bajką braci Grimm. Coś tam o księciu zamienionym w lisa było. I o jakimś jabłku. Ale pamiętam, że w którymś momencie ktoś temu lisowi ucina łapki. No cóż. Widać od najmłodszego miałam skłonności do tragizmu. A raczej krwawych scen, bo na przykład "Mała syrenka" strasznie mnie denerwowała.
Kłaniam się,
Ż.
A ja kochałam Gumisie czy coś takiego xD. Ktoś to pamięta?
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Chcę być perkusistą